Irrland – Kevelaer (Park rozrywki)

Po tym, jak wreszcie dałem się namówić, aby spędzić jeden dzień w Irrland postanowiłem uaktualnić wpis na temat tego niesamowitego miejsca. Niewielka odległość, jaka dzieli mnie od Kevelaer oraz bardzo dużo pozytywnych opinii na temat tego miejsca spowodowały, że postanowiłem się tam wreszcie wybrać i na własne oczy przekonać czy aby na pewno ogrom pozytywnych komentarzy nie jest zbytnio przesadzony. To, co tam zobaczyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Kolumna auta przed wjazdem do parku rozrywki oraz multum samochodów pozostawionych na parkingu sprawił, że emocje rosły we mnie coraz bardziej. Po dokonaniu niewielkie opłaty (każda osoba bez względu na wiek 5,5€) oraz wejściu na teren Irrlandu czułem się jak w bajkowej krainie. Raj dla dzieci, to określenie chyba najtrafniej oddaje emocje, jakie mi towarzyszyły przez pierwsze kilka minut pobytu w tym ogromnym, bo mającym aż 300.000 m2 parku rozrywki. Po tym, jak zajęliśmy miejsce przy jednym z zadaszonych stolików, urządziliśmy sobie ogromny piknik. W ruch poszły dwa z wielu grilli znajdujący się na wyposażeniu obiektu. Wszyscy ci, którzy tak jak ja chcą sprawić ogromną radość swoim pociechom i nie posiadają własnego ogrodu powinni być zachwyceni spędzanie wolnego czasu w tym miejscu. W czasie, kiedy mięso smażyło się na grillu, my rozegraliśmy szybki mecz siatkówki na jednym z piaszczystych boisk znajdującym się nieopodal naszego obozowiska. Po konkretnej uczcie prowiantu, jaki przytargaliśmy z sobą, postanowiliśmy całą grupą udać się na obchód obiektu.