Wyprawa: Dortmund

Sporo czasu zajęło mi “zmontowanie” tego wpisu, ale urlop ma już to do siebie. Nie przepadam za leżeniem na plaży i poceniem się w promieniach słońca. Znacznie bardziej wolę aktywny wypoczynek i odkrywanie nowych rzeczy. Po sobotnim wypadzie nad jezioro wXanten miałem już dość bezczynnego leżenia i postanowiłem, że pojedziemy do Dortmundu… Sam nie wiem, dlaczego wybrałem właśnie to miasto, ale jednego jestem pewien – było warto. Chciałem zobaczyć na żywo stadion BvB, klub który cieszy się chyba największą sympatią polskich emigrantów oraz muzeum browarnictwa, bo przecież z piwa słynie Dortmund.

Centrum
Droga do Dortmundu przebiegła nam bardzo szybko i sprawnie a dotarcie do centrum miasta nie sprawiło większych problemów. Dzień po wielkim upale ludzie zbytnio nie kwapili się do wychodzenia z domu, pewnie większość wybrała jeziora, baseny lub po prostu woleli pozostać w domu. Opłacało się zaryzykować, bo pogoda do zwiedzania i chodzenia ulicami miasta była wręcz idealna. Jak już wcześniej wspominałem, ilość ludzi przemieszczająca się po Dortmundzie była praktycznie zerowa, czułem się jak po jakimś armagedonie.
Swoją wycieczkę rozpoczęliśmy w centrum miasta, gdzie bez większych problemów zostawiliśmy swoje auto.

W drodze do centrum miasta mijaliśmy małe butiki oraz restauracje. Przy jednej z nich bardzo ciekawie prezentowała się efektowna fontanna, lecz największe wrażenie zrobił na mnie znajdujący się w tle kościół św.Rajnolda. Budowla to najstarsza zachowana świątynia w centrum miasta. Kilkadziesiąt metrów przed nią, na skrzyżowaniu dróg Westenhellweg z Ostenhellweg, znajdowała się tablica informacyjna z dokładnie opisanymi atrakcjami znajdującymi się w centrum. Bardzo fajne i praktyczne rozwiązanie dla turystów. Spacerując dalej w stronę Westenhellweg podziwialiśmy stare zabytkowe obiekty, które doskonale wkomponowane są w nowoczesne budownictwo. Takie widoki są przepiękne i godne uwagi, podobnie jak nowoczesne huśtawki znajdujące się w samym centrum miasta na pasie zieleni. Fajna forma wykorzystania wolnej przestrzeni, jeszcze wcześniej się z czymś takim nie spotkałem. Spacerując dalej deptakiem, tak jak wcześniej wspominałem, natrafialiśmy na stare budynki, które idealnie komponowane są w nowoczesną formą budowli.

Centrum Dortmundu to także idealne miejsce na zakupy. Na deptaku aż roiło się od sklepów, ale na moje szczęście była niedziela, więc portfel został oszczędzony. Po dotarciu do kościoła św. Piotra postanowiliśmy poszukać kolejnych atrakcyjnych obiektów znajdujących się w centrum miasta i tak natrafiliśmy na kościół znajdujący się przy placu Hiroszimy. Dortmund słynie z produkcji piwa, więc nie sposób nie wspomnieć o ogródkach piwnych, w których można spotkać zarówno panów, jak i panie popijających złocisty trunek. Oczywiście wszystko z pełną kulturą i umiarem. Dla wielu Polaków Dortmund to także BvB, czyli klub piłkarski Borussia. Podczas wyprawy po Dortmundzie w bardzo wielu miejscach można było spotkać żółto-czarne akcenty w barwach klubowych, w tym także sklepik klubowy znajdujący się w samym centrum miasta!

Brauerei Museum

Kolejnym punktem naszej wycieczki było Muzeum Browaru Dortmund (Brauerei Museum). Dla wszystkich birofilów czy miłośników złotego trunku to istny raj na ziemi.Wstęp dla osoby dorosłej to koszt 2,5€, studenci oraz upoważnieni do ulgi płacą połowę ceny. Obecna ekspozycja rozmieszczona na 1.600 m2 towarzyszy temu obiektowi od 2006 roku i nawiązuje głównie do złotych lat branży piwowarskiej z Dortmundu (1950-1970), jak i 19 oraz 20 wieku. Pierwsza część ekspozycji to eksponaty różnego rodzaju butelek, podkładek (wafli) oraz starych zdjęć wraz z opisem historii browaru. Możecie tutaj zobaczyć makietę całego obiektu oraz miniatury samochodów jakimi kiedyś transportowało się piwo. Przejście do kolejnego pomieszczenia zrobiło na mnie dużo większe wrażenie.

Zaraz na lewo przy ścianie znajduje się tam efektowny bar. Po wybraniu jednego z 12 gatunków piwa i postawieniu go na tacy kelnerskiej w TV pojawi się film prezentujący historię tego gatunku piwa. Rewelacyjny i innowacyjny pomysł, szkoda że nie można do tego skosztować smaku wybranego trunku. Po wysłuchaniu informacji przy barze możecie usiąść przy stoliku i podziwiać zbiór piwnych kapsli. Pokaźna kolekcja, która chętnie znalazłaby się pewnie w zbiorach niejednego birofila. Idąc dalej na pierwszym planie mamy zbiór gadżetów piwnych, jak i różne rodzaje puszek piwa. Drugi plan jest dużo większy i równie bardzo atrakcyjnych. Nad piwną piwniczką postawiono tam ciężarówkę Kruppy z 1922 roku, którą kiedyś dystrybuowano dortmundzkie browary.

Na ścianach tego pomieszczenie znajdziecie kolejną dawkę historycznych informacji na temat browaru, stare zdjęcia, plakaty czy też mapki. Na samym końcu pomieszczenia można zobaczyć stare maszyny, które kiedyś używano do produkcji piwa a obecnie przeszły już do historii. Drewniane skrzynki a w nich pokryte kurzem historii butelki z porcelanowym korkiem… stare dobre czasy, o których ja słyszałem tylko z opowiadań. W muzeum nie mogło też zabraknąć nawiązania do lokalnego klubu piłkarskiego. Kolejny etap wycieczki po tym miejscu znajdował się po zejściu do piwnicy, gdzie kiedyś produkowało się piwo oraz odbywało się jego leżakowanie. Różnego rodzaju słody, drożdże, kadzie czy inne elementy do produkcji piwa o których nie mam pojęcia… istny raj dla miłośników, a dla zwykłych “popijaczy” możliwość poznania procesu produkcji oraz wszystkich związanych z nią elementów od zaplecza.

Tak jak whisky, piwo przechowywało się kiedyś i dystrybuowano w beczkach. Zanim wymyślono samochody, do spedycji wykorzystywano wozy oraz transport konny. Miłośnicy filmów znajdą też tutaj coś dla siebie. W muzeum znajduje się mini kino, w którym emitowany jest filmy na temat historii browaru. Po kilkuminutowym seansie filmowym na jednej ze ścian dostrzegłem podświetlane, metalowe szyldy. Co prawda nie ma ich tutaj zbyt wiele, ale można nacieszyć oko. Tutaj kończy się wycieczka po tym miejscu. Przy wyjściu możecie zakupić na pamiątkę browarnicze gadżety. Przyznam szczerze, że nie zgłębiałem się zbytnio w ich ofercie, bo jestem wierny swojego lokalnemu browarowi – Fortuna z Miłosławia.
Web
Westfalenpark

Kolejnym punktem na naszej mapie był bardzo znany i rozreklamowany Westfalenpark. Ciekawiło mnie, co takiego atrakcyjnego na 70 hektarach kryje w sobie jeden z największych parków miejskich w Europie. Od samego początku wizyty mieliśmy nie małe kłopoty, początkowo maszyna biletowa nie chciała wydać nam reszty ze zbyt dużego nominału, a potem zaciął się w niej nasze 2 bilet (5 euro park + wieża). Na całe szczęście dzięki pomocy technicznej udało się nam przedostać przez bramę. Miejsce to jest domem dla niemieckiego Rosarium, gdzie można zobaczyć ponad 3000 odmian róż.

Ponadto odbywają się tutaj liczne imprezy, jak i Festiwale (m.in. Juicy Beats – festiwal muzyki elektronicznej). Efektownie mogą też wyglądać koncerty, które odbywające się na pływającej scenie! Ogromna ilość znajdujących się tutaj trawników daje możliwość spokojnego wypoczynku na świeżym powietrzu. Podczas podróży można było natrafić na ogólnie dostępne leżaki dla spacerowiczów, nas niestety gonił czas i nie było możliwości z nich skorzystać. Westfalenpark, to także miejsce, gdzie chętnie przychodzą dzieci. Znajduje się tutaj kilka placów zabaw z przeróżnymi atrakcjami (np. gra w szachy czy kręgle). Ponadto od 1959 roku funkcjonuje tutaj wyciąg krzesełkowy oraz kolejka wąskotorowa, którą mieliśmy okazję się przejechać. Trasa wycieczki tym środkiem lokomocji przebiega przez 2,7 km. Podczas tej eskapady w bardzo szybkim tempie mieliśmy okazję zapoznać się ze wszystkimi zakątkami parku.

Główną atrakcję tego miejsca, jest wieża świętego Floriana patrona ogrodników. Florianturm ma ponad 200 metrów wysokości a swoim wyglądem przypomina ogromny betonowy komin. Na wysokości 130 metrów znajdują się dwa piętra. Na jednym z nich znajdziecie obrotową restaurację, drugie to taras widokowy, gdzie postanowiliśmy wjechać. Podróż windą na 130 metr tej wieży trwa zaledwie kilka sekund, wiec ani się nie obejrzycie, a będziecie już na miejscu. Piękne widoki panoramy całego miasta oraz najbliższego regionu robią ogromne wrażenie. Zresztą sami zobaczycie i ocenicie czy warto się tam wybrać. My tymczasem zjeżdżamy już na ziemię, wsiadamy w auto i ruszamy w kierunku obiektu, który wypatrzyliśmy będąc jeszcze na samym szczycie… Signal Iduna Park, mówiąc prościej stadion BvB.

Stadion BvB
oraz Fanshop
Uwielbiam oglądać stadiony, dlatego to miejsce koniecznie musieliśmy zobaczyć z bliska. Obiekt, który kiedyś nosił piękną nazwę Westfalenstadion jest 7 co do wielkości stadionem w Europie i największą areną piłkarską w Niemczech. Pomysł wybudowania tego obiektu sportowego zrodził się w 1965 roku na potrzeby mistrzostw świata (1974). Ten kolos, po kilku przebudowach może pomieścić ponad 83 tysiące widzów. Niestety, jeszcze nigdy nie miałem okazji być na tym obiekcie podczas rozgrywania meczu, ale myślę, że to tylko kwestia czasu. Mieszkając w Polsce zajmowałem się m.in. projektowaniem gadżetów sportowych, dlatego zanim poszliśmy do Borusseum (muzeum klubowe) postanowiliśmy odwiedzić sklep kibica, aby zobaczyć asortyment gadżeciarski BvB.

Już w okolicach stadionu można znaleźć bardzo wiele vlepek (naklejek) w czarno-żółtych barwach. Fanshop BvB? Tutaj moje oko aż zbielało, dwa piętra z kibicowskimi gadżetami. Chyba żaden klub z Polski nie może pochwalić się takim zapleczem. Asortyment bardzo bogaty, ale moim zdaniem projekty są zbyt proste i wykonywane masowo. Wszystko zależy od tego, co kto lubi i myślę, że mimo to znajdziecie w nim coś dla siebie. Po dokładnym obejrzeniu koszulek, czapeczek, breloczków, podkładek, śliniaków i ogromnej masy wielu różnych drobiazgów z logo BvB postanowiliśmy przenieść się historycznie do początku 20 wieku i zapoznać się z historią dortmundzkiego klubu w muzeum klubowym (Borusseum).


Borusseum

Bilet wstępu kosztuje 6 euro i moim zdaniem jest to dość wysoka cena. Miejsce to funkcjonuje od 19 grudnia 2008 roku dzięki staraniom kibiców. Muzeum wykonane jest w nowoczesnym stylu, wzbogacone o wiele historycznych filmów oraz audioprezentacji. Wszystko zrobione tak, aby zwiedzający mógł aktywnie uczestniczyć w historycznej wyprawie po tym obiekcie. Podczas wycieczki będziecie mogli nie tylko zapoznać się z całą historią wzlotów, jak i upadków BvB, ale także rozegrać mecz w piłkarzyki. Ilość zebranych tutaj eksponatów jest naprawdę imponująca. Na mnie największe wrażenie zrobiły stare old shoolowe stroje piłkarskie oraz “szmaciane” piłki.

Bardzo ciekawiła mnie też ewolucja stadionu w Dortmundzie, a dzięki zaprezentowanym makietom miałem okazję przyjrzeć się miniaturowym obiektom z bliska. Mojej uwadze nie mogły oczywiście umknąć metalowe odznaki, które kiedyś sam kolekcjonowałem czy też zestaw gadżetów kibicowskich (koszulki, szaliki, bilety, kufle, piłki itp.). Nie wiem, czy wiedzieliście, ale w całej swojej historii klub z Dortmundu aż dwa razy rozgrywał swoje spotkania z polskimi drużynami. O ile możecie pamiętać mecz Champions League z 1996 z Widzewem o tyle spotkania Intertoto z 1971 z ROWem Rybnik już pewnie nie bardzo. Miejsce to polecam odwiedzić fanom BvB, jak i miłośników futbolu. Reszcie zwiedzających proponuję wypić pyszne dortmundzkie piwo w klubowym barze znajdującym się kilkadziesiąt metrów dalej.